Nerve

(2016) | reż. Henry Joost, Ariel Schulman

Gra „w prawdę lub wyzwanie, tyle że bez prawdy”, jest esencją tego filmu. A na pierwszym planie dwójka młodych i obiecujących ludzi, o znanych w Hollywood nazwiskach – Emma Roberts i Dave Franco.

Film ma wiele wad, ale skrzętnie je ukrywa odwracając uwagę widza, kolejnymi mrożącymi krew w żyłach, wyzwaniami. Choć akcja na początku filmu zwalnia i przyspiesza z regularnością sinusoidy, nie pozostawia wiele miejsca na przemyślenia. Później jest już wyzwanie za wyzwaniem. Ciśnienie stopniowo rośnie, a co za tym idzie bohaterowie zaczynają przekraczać kolejne granice rozsądku i rzeczywistości.DALEJ

Rekiny wojny

„War Dogs” (2016) | reż. Todd Phillips

Psy, hieny, rekiny… A czy to ważne?! Tłumaczowi najpewniej chodziło o nawiązanie do popularnego związku frazeologicznego „rekiny biznesu” i w zderzeniu z fabułą filmu ma to pewien sens. Poza tym tytuł unika pomyłki z innym, skądinąd bardzo dobrym, filmem z lat 80-tych.

Todd Phillips, autor trylogii „Kac Vegas”, „Road Trip” oraz remake’u „Starsky & Hutch”, powraca z historią o wiele bardziej poważną niż w wymienionych powyżej tytułach. Chociaż film utrzymany jest w podobnym, humorystycznym tonie, bliżej mu do „Wilka z Wall Street” niż poprzednich wygłupów Phillipsa. Przy czym do filmu Martina Scorsese brakuje mu wiele.DALEJ

Wstrząśnięty, niezmieszany

Dobrze jest czasem zrobić sobie przerwę; jeszcze lepiej jest wracać po przerwie! Jedną z niewielu fajnych rzeczy w życiu, jest opowiadanie i słuchanie historii. Nie będę przebierał w słowach. Pozostałe elementy naszej egzystencji są, krótko mówiąc, przejebane.

To dzięki najróżniejszym opowieściom życie nabiera kolorów – nie ważne, czy mówimy o odzwierciedleniu codzienności, czy ucieczce od niej!

Kilka dni temu, po kilku ładnych latach, obejrzałem ponownie „Goldfingera”. W otwierającej film scenie James Bond wychodzi z wody z atrapą ptaka na głowie. Potem wysadza w powietrze tajny ośrodek i udaje się na schadzkę. Podczas obściskiwania się z roznegliżowaną pięknością dostrzega napastnika w odbiciu jej oka! Rozprawia się z nim kilkoma celnymi ciosami i pchnięciem do wanny pełnej wody. Zbir próbując odwrócić losy potyczki sięga po broń, ale pozbawiony pistoletu 007 znajduje wyjście z tej sytuacji – wrzuca do wanny farelkę, kwitując to słowem „shocking”!

Kiedyś mnie to zachwycało. Dzisiaj patrzę z przymrużeniem oka i stwierdzam, że zdecydowanie powinienem zdefiniować mój stosunek do agenta Jej Królewskiej Mości jeszcze raz. Bond jest w dużej mierze odbiciem czasów, które już dawno minęły, ale udowodnił mi po raz kolejny bardzo istotną rzecz – dobrze opowiedziana historia nigdy się nie starzeje.

Kino, komiksy, książki mają prawdziwą siłą rażenia, kiedy przekazują konkretną OPOWIEŚĆ. Kiedy są zbiorem luźno połączonych ze sobą kadrów, scen, czy pomysłów, nie wychodzą poza konspekt i pozostają jedynie namiastką tego, czym mogłyby być… Szkoda, że prawdziwego OPOWIADANIA jest w dzisiejszych czasach coraz mniej!

Ostatni wpis w dzienniku

Od momentu, w którym otworzyłem najnowszy rozdział mojego bloga minęły 3 miesiące. Nie pisałem codziennie – celowo robiłem sobie wolne w niedziele, a i przytrafiło mi się kilka dziur, które potem skrzętnie łatałem. Dzisiaj kończę ten eksperyment.

Przez prowadzenie dziennika chciałem wyrobić w sobie nawyk regularnego pisania – i to poniekąd osiągnąłem. Niestety równie szybko, co przyzwyczaiłem się do publikowania postów, przekonałem się, że każdego dnia muszę wykreślić z planu jedną rzecz, którą także chciałem wykonać. W ten sposób stanąłem przed fundamentalnym pytaniem: „co jest dla ciebie ważniejsze”? Gdyby dobra trwała przynajmniej 6 godzin dłużej, albo nie musiałbym spać, nie miałbym z tym problemu. Jak się pewnie domyślasz, jestem całkiem zwyczajny – nie podróżuję w czasie i nie mam super mocy, dlatego obowiązują mnie te same prawa fizyki i biologii, co wszystkich.DALEJ

Kończę ze złym internetem!

Steven Covey, w swojej legenedarnej już książce „7 nawyków skutecznego działania” napisał, że „telewizja może być dobrym sługą, ale z reguły jest złym panem”. Złota myśl, która jeszcze bardziej pasuje do internetu. Ponieważ śmieci z głowy należy wyrzucać równie często, co z kosza pod zlewozmywakiem, stwierdziłem, że przyszedł czas na starcie z bałaganem panującym w „moim” internecie.DALEJ

„Astma”

Kiedy masz atak astmy, brak Ci oddechu. Kiedy brak oddechu, trudno mówić. Twoje zdanie składa się z ilości powietrza, jaką możesz wypuścić z płuc. Nie ma tego dużo, jakieś trzy do sześciu słów. Nabierasz szacunku do słowa. Mijasz sterty słów, które przychodzą ci do głowy. Wybierasz najważniejsze. I one też cię kosztują. Nie tak jak ludzi zdrowych, którzy wypowiadają wszystkie słowa gromadzące im się w głowie jak śmiecie. Kiedy ktoś w czasie ataku mówi: „Kocham cię” czy „Strasznie cię kocham” – jest różnica. Różnica słowa. Słowo to wiele, bo tym słowem może być: „usiąść”, „inhalator” albo nawet „karetka”.

Etgar Keret
„Astma” [w:] „Rury”, Grupa Wydawnicza Foksal, 2016, s. 5

El Clan

(2015) | reż. Pablo Trapero

Po obejrzeniu „El Clan” naszła mnie refleksja, że dobrego kina w dzisiejszych czasach trzeba jednak poszukiwać poza Hollywood. To był seans z przypadku, ale takie są właśnie najlepsze – bez kontekstu, bez wiedzy o twórcach, bez grillowania tematu miesiącami, wchłonąłem całą historię jak gąbka.DALEJ

Fantastyczna Czwórka

„Fantastic Four” (2015) | reż. Josh Trank

Film Josha Tranka, był chyba największą klapą ubiegłorocznego letniego sezonu blockbusterów. 20th Century Fox chiało zrestartować historię o jednej z najbardziej rozpoznawalnych drużyn w świecie komiksu. Okazało się, że po raz kolejny fenomen „Fantastycznej Czwórki” nie odpalił w kinie. Zamiast spektakularnego sukcesu i budowania nowej filmowej serii, była ogólna krytyka i klapa finansowa. Przy 120 milionach budżetu, film ledwo co się zwrócił. Dzisiaj – po roku od premiery – o możliwej kontynuacji już się nie mówi.DALEJ

Jak zostać kotem

„Nine Lives” (2016) | reż. Barry Sonnenfeld

Wybaczam tej pozycji bardzo wiele, ze względu na to, że powstała z myślą o najmłodszych widzach. Gdyby nie to, pojechałbym jak po wielu innych tytułach.

„Jak zostać kotem”, to film w reżyserii Barry’ego Sonnenfelda. 63-letni Amerykanin w swoim dorobku ma m. in. dwie części „Rodziny Adamsów”, trylogię „Facetów w Czerni” oraz „Bardzo Dziki Zachód”. Może właśnie z tego powodu najnowsza produkcja mogła liczyć na angaż takich gwiazd, jak Kevin Spacey i Christopher Walken. To zdecydowanie najmocniejsze strony filmu, które przy okazji morduje polski dubbing. (No, ale cóż poradzić).DALEJ

Drażliwy temat „Historii Roja”

Od kilku już lat staram się nie poruszać tematów, które w jakikolwiek dotykają przekonań politycznych. Kiedyś, to nawet lubiłem. Dzisiaj bliżej mi do totalnej apolityczności. Zaciekawiło mnie jednak ostatnie oświadczenie Ministra Kultury związane z najważniejszą krajową imprezą filmową. Widzę w tym stanowisku dość niebezpieczną postawę, której powinniśmy się wszyscy wystrzegać – niezależnie od poglądów.DALEJ