Po prostu przyjaźń

(2016) | reż. Filip Zylber

Początkowo planowałem wszystkie obejrzane, w tym roku i w kinie, filmy recenzować we vlogach. Przyszło mi jednak szybko zweryfikować ten zamysł, bo nie nadążę… Poza tym nie wszystkie filmy zasługują na videorecenzje, a i zanim zabiorę się za nagrywanie, to istnieje prawdopodobieństwo, że zapomnę o czym były.

Do rzeczy. „Po prostu przyjaźń” nie przypadło mi jakoś wyjątkowo do gustu. Kino obyczajowe w Polsce ma się z roku na rok coraz lepiej i zaczynam do niego podchodzić z większą łaskawością, ale w tym przypadku ktoś mi mocno nadepnął na odcisk.DALEJ

Piotruś. Wyprawa do Nibylandii

„Pan” (2015) | reż. Joe Wright

Coraz częściej mam niebywale wysokie wymagania w stosunku do filmów skierowanych do najmłodszej widowni. Potem są szlochy i jęki, że bohaterowie płascy, że fabuła prosta, że chociaż wielka przygoda, to i tak nudy na pudy. I tak dalej.

Z jednej strony dobrze jest stawiać, jako widz, pieniądze na porządne filmy – im więcej chodzimy na te dobre i omijamy te złe, tym większe sygnały dotyczące kolejnych produkcji dajemy krawaciarzom z Hollywood. Wiadomo, jedynym czynnikiem napędzającym produkcję filmów, jest pieniądz.DALEJ

Wielki mur

„The Great Wall” (2016) | reż. Yimou Zhang

Bardzo zła i kiczowata przygodówka, w której Matt Damon walczy z brzydkimi potworami. Pasibrzuchy z Universalu i Legendary liczyły na miliony dolarów zysku. Życzę powodzenia! ;)DALEJ

Porzuć marzenia i wszelkie nadzieje

Wczoraj był „Blue Monday”. Wiem że to pseudonauka, ale cholera, coś w tym musi być!

Jak Ci się skrzyżuje mglista ciemność za oknem, z długą listą zadań i planów, wizją konieczności podjęcia wysiłku, niskim poziomem motywacji, rozciętą ręką na stercie garów w zlewozmywaku, ubłoconą podłogą w przedpokoju, bałaganem w papierach i absolutnym brakiem wolnych kratek w kalendarzu, masz ochotę usiąść na kanapie, wypiąć się na żywieniowe wyrzeczenia i dziesiątki z trudem wyciśniętych brzuszków, olać postanowienie związane z dziennikiem, otworzyć browara i chipsy, i zrobić sobie nocny maraton z serialem „Ash kontra martwe zło”! Pod wpływem jednej, krótkiej, bardzo emocjonalnej chwili, chcesz wyrzucić wszystkie swoje postanowienia i nadzieje z tym związane do kosza!

I najgorsze co mógłbyś w takiej chwili zrobić, to właśnie poddać się tej chwili… A przecież masz pod ręką narzędzie, które mogą Ci pomóc poradzić sobie z bałaganem, rozwiązania opracowane przez bardziej doświadczonych ludzi, bliskich, którzy mogą Cię wspomóc, pokłady energii ukryte w głębiej położonych złożach Twojej natury. Trzeba się tylko przełamać… Albo powiedzieć „pierdolę, nie robię” i obejrzeć w końcu ten serial, który masz na liście od pół roku… Albo zająć się czymś kompletnie innym, co ma w sobie nutkę tajemnicy związanej z nową przygodą…

Jak rozmawiać z sobą samym?

Oto jest pytanie. Dopadło mnie na pustej sali kinowej, na której czekałem na ponowny seans „Łotra“, tym razem w 3D. Szczerze mówiąc zadaje je sobie dosyć często, pytając również, czy jestem ze sobą szczery?

Uważam, że należę do grupy osób, która jak dotąd większość życia przeżyła życiem innych ludzi: oczekiwaniami rodziców, presją grupy rówieśniczej, wymaganiami związanymi z karierą zawodową. I właściwie nigdy w moim życiu nie padły odpowiedzi na tak ważne pytania jak: co jest twoją misją, w jakim kierunku chcesz iść, co naprawdę ma dla ciebie niezbywalną w życiu wartość. Nie padły, bo nie umiem na nie odpowiedzieć. Nie odrobiłem zadania domowego! Czy mogę wziąć „kropkę”?

W przypadku postanowień, często mówi się, że po prostu trzeba zacząć coś robić. Przyjęło się również, że warto jest w młodym wieku próbować i uczyć się wielu rzeczy. Wszystko jednak zaczyna się w głowie. To tam trzeba szukać impulsów, uczyć się je wyłapywać, zadawać sobie „odpowiednie“ pytania i szukać na nie odpowiedzi.

No to ich szukam… Na długich spacerach z psem, podczas treningów, na sali kinowej! Jak rozmawiać z samym sobą? Jeszcze nie wiem, ale jeżeli kiedyś się dowiem, to z pewnością Ci o tym opowiem.

Anomalisa

(2015) | reż. Charlie Kaufman, Duke Johnson

Poświąteczny okres sprzyja nadrabianiu filmowych zaległości. Wreszcie przyszło mi obejrzeć dobrze ocenianą produkcję Charliego Kaufmana. Właściwie, to chcąc nie chcąc zacząłem porównywać „Anomalisę” z filmami aktorskimi. Podczas seansu, mój umysł nieustannie przetwarzał poklatkową animację na prawdziwe lokacje i żywych ludzi.DALEJ

Śpiący królewicz

Mam dziwną przypadłość. Jak tylko poczuję w okolicy twarzy kawełek powierzchni, odrobinę choćby przyjemniejszej od papieru ściernego, zasypiam.

I mógłbym tak spać – nie śniąc w ogóle – godzinami, dniami, tygodniami. Nie ma dla mnie żadnej różnicy, czy sypiam pięć godzin, czy może piętnaście, na dobę. Często jednak jak tylko poczuję miękkość tu i ówdzie, odpadam natychmiast.

Na co do kina w 2k17?

Śpieszę odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie za pomocą wideo!

* Nagranie tego vloga było dla nie lada wyzwaniem. Postanowiłem jeszcze raz spróbować swoich sił we vlogowaniu. Ciągle oswajam się z mówieniem do obiektywu, ćwiczeniem dykcji i formułowaniem w miarę sensownych zdań. Wyszło mi średnio, ale to ciekawe doświadczenie. Poza tym starałem się zmontować to najdokładniej jak potrafię, a i tak widzę jak wiele przejść jest niedociętych „w punkt”. W dodatku wpadłem na jakiś głupi pomysł nałożyć w kilku miejscach żółty tekst na bardzo jasne tło! (Uwierz, podczas edycji wydawało się to jak najbardziej czytelne).DALEJ

Utrwalaj swoje życie

Trochę oszukiwałem, przez ostatnie dni… Pomyślałem sobie, że fajnie będzie wrócić do prowadzenia dziennika. Próbowałem już w zeszłym roku i z perspektywy czasu uznałem, że spróbuję to powtórzyć. Tym razem celem jest 365 wpisów. Przez pierwsze dni pisałem spontanicznie, ale okazało się, że miałem duży ogon w kwestii publikowania postów – cała magia polega na tym, żeby pisać wpis i publikować go tego samego dnia. Dzień w dzień. Bez wyjątku. Od dzisiaj. ;)

Nie wiem, czy o tym kiedykolwiek wspominałem – najbardziej ekscytujące i ciekawe w codziennym pisaniu, fotografowaniu, vlogowaniu, jest utrwalanie własnego życia. Z perspektywy czasu, to naprawdę budujące uczucie, kiedy patrzysz na tak udokumentowany okres swojego życia. Ja osobiście chciałbym mieszać wszystkie formy i tematy jak przepływają przez moją głową. Kiedyś może się to okazać doskonałym materiałem do analiz.

I chcę Ci powiedzieć, że to nie ważne, czy ktoś Cię czyta, słucha, albo ogląda, czy czujesz, że robisz coś wartościowego, czy to marnowanie cennego czasu, czy grasz w odkryte karty, czy chowasz pamiętnik pod poduszką? Zapisuj i utrwalaj. Emocje i wspomnienia chowają się w głębi nas. Nie zatrzymasz ich charakteru pod zgromadzonych przedmiotów, ale chociaż jakiś ich pierwiastek możesz zawrzeć w tekście, dźwięku, czy obrazie…

San Escobar

Już dawno żadna wiadomość nie rozbawiła mnie tak bardzo jak reakcja internetu na przejęzyczenie ministra Waszczykowskiego. :p

Na poważnie! Gdyby na przejęzyczeniu się skończyło, nie byłoby tematu. San Escobar i San Cristobal, podobne. Faktycznie, można się pomylić. Niestety wyjaśnienie rzeczniczki wskazują na to, że minister nie wiedział z kim rozmawiał, bo w spotkaniu z przedstawicielami Saint Kitts i Nevis uczestniczył pod koniec października ubiegłego roku. Zastanawiam się, czy osobie na takim stanowisku, możemy pozwolić na „nieprzygotowanie”? Nawet po wielogodzinnych sesjach spotkań i długiej podróży? Nie będę oceniał. Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy z nas się myli, i każdy czegoś nie wie…

Ale internet, to co innego, to twór, który żyje własnym życiem, a co ważniejsze nie przechodzi obojętnie obok takich historii i nie wybacza pomyłek – zmyślone zdjęcia i informacje na temat San Escobar zaczęły rozprzestrzeniać się viralowo i dostarczyły tony żartów, dzięki którym uśmiałem się dzisiaj aż do łez!

Strona San Escobar na Facebooku.

Reportaż „Faktów” TVN.

Artykuł Washington Post.

Przejęzyczenie ministra według rzeczniczki MSZ.

Smog

Bohater ostatnich dni. Sądząc po nagłówkach internetowych wiadomości – stachanowiec jakiś. 100% normy?! A gdzież, ma na koncie 300… 500… 1000 wyrobionych procent. Kozak! Ale urwał! Przebija nawet zimę, co zawsze zaskakuje drogowców.

W mediach ostrzegają, przed opuszczaniem domów, zupełnie jakby rozpoczęła się inwazja kosmicznych legwanów.

W odpowiedzi ludzie skrzętnie publikują na swoich ścianach, że on tu jest. Piszą, że widzą. Że czują! Że się duszą!

Wychodzę więc na spacer, wzdłuż autostraty, poszukam tego smogu, powiem, że tak nie przystoi, że tysiące ludzi się boi. I wiesz co? Nikogo nie znajduję, nic nie czuję… Przy akompaniamencie szumu samochodów zastanawiam się, czy jestem niewzruszony, czy znieczulony?!

Kubo i dwie struny

„Kubo and the Two Strings” (2016) | reż. Travis Knight

Absolutnie najlepsza animacja jaką miałem okazję obejrzeć w 2016 roku. Może nie postawię jej ponad moimi ulubionymi tytułami wszech czasów od Disney’a, ale to z pewnością jeden z najpiękniejszych filmów animowanych i familijnych w historii. Bezsprzecznie wart obejrzenia bez względu na wiek, czy doświadczenie!DALEJ

Wydział Zabójstw Berlin 1

„Berlin Eins” (2015) | reż. Marvin Kren

Właściwie nie oglądam kina europejskiego (z wyjątkiem polskich pozycji), albo oglądam go bardzo mało, więc wszelkich nawiązań w takiej produkcji jak „Wydział Zabójstw Berlin 1” nie jestem w stanie wyłapać. Na szczęście wspomniany film to przede wszystkim świetny kryminał. Pal licho wszelkie odwołania do kultury i historii Republiki Weimarskiej. Bogata wiedza na ten temat nie jest w tym przypadku konieczna.DALEJ

Pitbull. Niebezpieczne kobiety

(2016) | reż. Patryk Vega

Patryk Vega zrobił rzecz imponującą – w ciągu jednego roku wprowadził do polskich kin dwa kasowe przeboje! Można narzekać, można krytykować, można się nabijać, ale te filmy dobrze się ogląda – dlatego Polacy pobiegli na nie do kina. W dużym uproszczeniu „Pibull. Nowe porządki” przyciągnął do kin prawie półtora miliona widzów, „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”, blisko dwukrotnie więcej. Co stoi za fenomenem tych filmów?DALEJ

Fala

„Bølgen” (2015) | reż. Roar Uthaug

W „normalnych” okolicznościach ta pozycja wylądowałaby gdzieś daleko na liście moich filmowych priorytetów. Mą uwagę przykuła jednak osoba reżysera. Dlaczego? Bo Roar Uthaug będzie odpowiedzialny za restart przygód Lary Croft. Zostało jeszcze trochę czasu. Poświęciłem chwilę, by ocenić jak wypadł mało znany reżyser w swojej ostatniej produkcji?! Muszę Ci powiedzieć, że całkiem nieźle.DALEJ

Everest

(2015) | reż. Baltasar Kormákur

Zagubiłem się już kompletnie w moim popkulturalnym szaleństwie. Nie wiem co już widziałem, a co jeszcze przede mną. Pomyliłem kupki wstydu z książkami i komiksami. Zapomniałem co chciałem, w tym moim dzienniczku żałosnym, zapisać.

No, dobrze! Skoro zima, to powinno być zimno, również na ekranie. Musiało paść na „Everest”.DALEJ

Dama w vanie

„The Lady in the Van” (2015) | reż: Nicholas Hytner

Już dawno żaden film nie wzbudził we mnie tak skrajnych emocji. Z jednej strony, jestem urzeczony i wstrząśnięty historią „Damy w vanie”. Z drugiej strony, realizacja i podejście do tematu prowokuje mnie do przyjęcia oburzonej postawy!DALEJ

Za niebieskimi drzwiami

(2016) | reż. Mariusz Palej

Czy mogę już wrócić do świata fantazji? Tak? Na pewno? Dziękuję! Spora ilość świeżego towaru puszczona do kin pod koniec roku zdążyła przeciec mi przez palce, ale nie wszystkie! Rzutem na taśmę udało mi się obejrzeć „Za niebieskimi drzwiami” – pierwszą od lat rodzimą produkcję, która ma coś do zaoferowania młodszemu pokoleniu kinomaniaków.DALEJ

Żyjemy w czasach powielania treści

Nie wiem gdzie to przeczytałem, ale przeraziło mnie na wskroś, że blisko 50% witryn internetowych powiela treść… Wszędzie to samo. Dociera do mnie, że żyjemy w czasach multiplikacji historii, reprintu tematów, reprodukcji słowa.

I chciałbym to wszystko, te filmy piękne, zdjęcia czułe, artykuły emocjonalne, wpisy zuchwałe i statusy niedbałe, zakrzyczeć, zamazać, zasłonić, własnymi, kolorowymi, unikatowymi, niespotykanymi wersjami. Lecz im więcej o tym myślę, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że nie mam nic do powiedzenia, a tym bardziej pokazania. Co najwyżej, mogę wszystkich oślepić światłem odbitym, albo kotletem odgrzanym!

I wiem, że muszę usiąść teraz w kącie, otworzyć malutki kajecik, i pisać, rysować, wklejać do jego wnętrza zdjęcia, całkowicie spontanicznie. Odnaleźć w głowie własne myśli, co to uciekły gdzieś w cień przez hałas świata zakrzyczane. Poprzestawiać słowa niestarannie! I może znaleźć coś, czego od dawna szukam… (Takie postanowienie na nadchodzący rok – odnaleźć w sobie czynnik, który nie będzie niczyją kalką)!

Moje ulubione filmy 2k16 roku!

Zrobiła się mała wyrwa w moim filmowym dzienniczku. Wszystko przez wakacje i błogi czas leniuchowania, podczas którego nie tylko odpuściłem sobie wszelkie „passion projects”, ale również niespecjalnie myślałem o siadaniu przed ekran i odrabianiu pracy domowej. Urlop się jednak skończył, Święta przeminęły, uciekałem przed Nowym Rokiem, a ten i tak przyszedł, więc nie mam wyjścia i muszę zabrać się na analizę ubiegłego roku zanim okaże się, że to już lato! I tak sobie pomyślałem, że zanim usiądę do patrzenia w finanse osobiste i różne niespełnione postanowienia sprzed roku, dobrze byłoby się rozluźnić i wrócić do ulubionych filmowych tytułów.DALEJ

Nie bądźmy w stosunku do siebie tacy chamscy

Moi Drodzy,
jutro Wigilia Bożego Narodzenia. Już za chwileczkę, już za momencik, polskim zwyczajem, przy skocznej nucie „Przybieżeli do Betlejem”, otumanieni korzennym aromatem świątecznych pierniczków, złapiemy za opłatek, pożyczymy sobie zdrowia, szczęścia i pieniążków, by następnie usiąść do bogato zastawionego stołu, na którym nic tylko cholesterol i rozpusta – bo a to skubniemy kawałeczek karpika, a to skosztujemy miseczkę barszczyku, dziubniemy pierożka, liźniemy też łyżeczkę sałatki jarzynowej, no może ze dwie! No i nie możemy zapomnieć o serniczku!DALEJ

Majowie nie pytają „jak się masz”?!

Podobno. Pytanie dotyczące samopoczucia w dosłownym tłumaczeniu brzmi „jaki jest poziom Twojej energii”? Bo, czy dla pytającego w istocie ważne jest Twoje samopoczucie?

Jeszcze kilka dni temu, w dalekim Meksyku, leżałem pod palmą w trzydziestostopniowym upale z bardzo poważnym zmartwieniem, jak dużo piachu we włosach wyniosę z plaży. Słowem – ładowałem akumulatory. W takich okolicznościach, niesposób było czuć się źle.

A tu, w Polsce, smutno, zimno i słońce nie świeci. Poza tym kryzys w Sejmie i wszyscy dla siebie jesteśmy jakby mniej mili.

A tam, w Syrii, ludzie giną!

I chociaż mój poziom energii jest wysoki, to nagle posmutniałem. I może poczułbym się lepiej, gdybym w głębi serca przełączył jedną z najbardziej barbarzyńskich przekładni – obojętność…

Przełęcz ocalonych

„Hacksaw Ridge“ (2016) | reż. Mel Gibson

Wakacyjna atmosfera i tropikalne otoczenie wybiły mnie trochę z popkulturalnego rytmu. Na chwilę zapomniałem o kolejnych gorących wiadomościach, premierach i zwiastunach. Nagromadziło się sporo zaległości, które trzeba będzie nadrobić. Zanim to jednak nastąpi… Nie podzielę ogólnego entuzjazmu związanego z „Przełęczą ocalonych“.DALEJ

Księgowy

„The Accountant” (2016) | reż. Gavin O'Connor

„Księgowy” mógłby być świetnym filmem, tylko chwila, o czym właściwie opowiadał?! No właśnie, już wiesz, że mój podstawowy problem z tą produkcją, to brak charakteru! Kilka dni temu, pisałem, że jest to dla mnie element dyskwalifikujący film akcji z dość dużej i trudnej konkurencji w tym gatunku!DALEJ

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

„Fantastic Beasts and Where to Find Them” (2016) | reż. David Yates

Zastanawiam się od czego by tu zacząć, bo wątków w „Fantstycznych zwierzętach„ jest tyle, że aż głowa może rozboleć. Może po prostu napiszę, że wyjątkowym fanem Harrego Pottera oraz fenomenu twórczości J.K. Rowling nigdy nie byłem. Owszem filmy oglądałem, niejednokrotnie z wypiekami na twarzy, ale w większości była to dla mnie raczej bezmyślna rozrywka, zamiast wywołujący uczucie zachwytu świat młodzieńczych fascynacji i pasji. Mój stosunek do „Fantastycznych zwierząt” był zatem bardzo neutralny, a zwiastuny i wiadomości sprzed premiery nie wywoływały kompletnie żadnych emocji. Ostatecznie z zadowoleniem przyznam, że doświadczyłem małego zaskoczenia…DALEJ

Jack Reacher: Nigdy nie wracaj

„Jack Reacher: Never Go Back” (2016) | reż. Edward Zwick

Główny bohater, tytułowy Jack Reacher, to gość od rozwiązywania problemów. Kiedy trzeba, działa w ukryciu, ale w razie konieczności zrzuci się ze złolem z drugiego piętra, potem ukręci mu łeb, a następnie wstanie, otrzepie się i pójdzie dalej. W porównaniu do poprzedniego filmu o podtytule „Jednym strzałem”, który bardziej przypominał niewyszukany kryminał, tym razem mamy do czynienia z niezbyt zajmującym akcyjniakiem. Może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że już nie pamiętam o czy był ten film…DALEJ

Bridget Jones 3

„Bridget Jones's Baby” (2016) | reż. Sharon Maguire

Naprawdę nie sądziłem, że „Bridget Jones 3” znajdzie na mojej tegorocznej „top liście”. Czy to dowód na to, że ten film jest tak dobry i można jeszcze zrobić ciekawy sequel, czy może uwidacznia tegoroczną miernotę najbardziej popularnych tytułów?!DALEJ

Siedmiu wspaniałych

„The Magnificent Seven” (2016) | reż. Antoine Fuqua

Zastanawiam się, czy warto poświęcać czas „Siedmiu wspaniałym”, i czy warto w ogóle o nich pisać, ponieważ minęły już blisko dwa miesiące od momentu, w którym wybrałem się do kina. Nie miałem szczególnych oczekiwań w stosunku do tej produkcji. Zaskoczyła mnie za to frekwencja na sali kinowej i baty jakie film zbierał w recenzjach. Z jednej strony cieszący się tłum, z drugiej miażdżące zdanie krytyków. A co tam, poświęćmy temu tytułowi kilka chwil…DALEJ

Zwierzęta nocy

„Nocturnal Animals” (2016) | reż. Tom Ford

Film otwiera sekwencja wdzięczących się do obiektywu modelek. Bardzo specyficznych modelek. Jedyne co łączy ten obraz z fabułą tego filmu, to fakt, że okazuje się to być instalacja artystyczna na wernisażu głównej bohaterki. Od pierwszego ujęcia reżyser próbuje wpędzić widza w pewien stan zakłopotania i dyskomfortu – zabieg ten wzmaga niepewność, której doświadczałem podczas całego seansu. Fakt, szybko okazuje się, że to tylko chwyt, aczkolwiek bardzo zręczny.DALEJ

Nowy początek

„Arrival” (2016) | reż. Denis Villeneuve

Właściwie każdy film, który romansuje z twardą fantastyką automatycznie zyskuje w moich oczach i od razu próbuję taką twórczość wychwalać pod niebiosy. W głównym nurcie zdecydowanie brakuje ambitnych produkcji tego typu i często ze smutkiem trzeba przyjmować na klatę obrazy, w których obcy drążą wielką dziurę w Ziemi w celu zagłady ludzkiej cywilizacji! Poważne podejście do tematu wiedzie jednak na grząski teren – trudno w niespełna dwugodzinnym filmie skondensować tyle ciekawych fantastyczno-futurologicznych koncepcji.DALEJ