Łowca czarownic

„The Last Witch Hunter” (2015) | Reżyseria: Breck Eisner

Jeżeli ktokolwiek powie Ci, że ten film czymś się broni – zaprawdę powiadam Ci, nie ufaj temu człowiekowi. Osobiście, zaciekawił mnie koncept połączenia Blade’a z Constantinem w widowiskowej, wielowiekowej walce „przeklętego” z siłą nieczystą! Szkoda, że skończyło się tylko i wyłącznie na dobrym pomyśle. [Proszę wybacz mi wulgarny język pojawiający się w dalszej części tego wpisu].DALEJ

Monster Trucks

(2016) | Reżyseria: Chris Wedge

Proszę, w kolejnym vlogu opowiadam o wrażeniach po seansie „Monster Trucks”. :) DALEJ

Nie robię nic!

Dzisiaj, powinna wpaść tu kolejna videorecenzja, ale stwierdziłem, że nic się nie stanie, jeżeli odłożę to do jutra.
Czasem wydaje mi się, że mam w życiu bardzo dużo czasu. Szczególnie teraz, kiedy jestem w sile wieku i pracuję z domu. A jednak przychodzą czasem takie dni, że… (Nie ważne).DALEJ

Walentynki

Z reguły, staram się unikać takich tematów. Co prawda nie mam nic szczególnego do powiedzenia, ale obecność wszelkiego rodzaju elementów związanych ze świętem zakochanych jest co najmniej zauważalna. No nie da się przejść obojętnie, nawet jak się bardzo chce. Nie można nie powiedzieć nic?! W tym roku uderzyło mnie jednak to, że nie zetknąłem się ze zdaniem typu „głupie i nikomu niepotrzebne, amerykańskie święto”, którego przez lata byłem oponentem. Gdzie się nie obejrzałem, ciepłe słowa. Ludzie łączą się w pary! Mój Facebook na chwilę wypełnił się serduszkami, buziaczkami, słitfociami i zrobiło się tak fajnie. Na tyle fajnie, że teraz mogę wykręcić się kolejną bezwartościową notatką, bo znów kompletnie się nie przygotowałem. Sorry! ;)

Do napisania,
Maciej

Walking Dead po półmetku siódmego sezonu

Generalnie, „Walking Dead” znalazło się pod ostrym ostrzałem fanów i krytyki po pierwszej połowie sezonu najnowszego sezonu. Ciekawy jestem, jak sprawy będą się miały w kwietniu, kiedy to zakończymy ten etap przygody. Czy faktycznie ton serialu zmieni się aż tak bardzo, jak obiecują twórcy, i nagle wszyscy krytykujący zmienią zdanie?DALEJ

Seven to Eternity

Zanim pierwszy zeszyt „Seven to Eternity” wpadł w moje lepkie rączki, naczytałem się sporo słów zachwytu nad nową serią od Ricka Remendera i Jerome’a Opeña’i. Panowie stworzyli w tym przypadku całkowicie autorski świat fantasy, pozbawiony naukowych elementów i racjonalnych mechanizmów znanych nie tylko z rzeczywistości w jakiej przyszło nam żyć, ale również innych wytworów kultury. To także wizja daleka od superbohaterskich komiksowych etiud z Marvela, czy DC. Mamy tu do czynienia, z uniwersum pełnym czarów, dziwnych stworzeń, wszechobecnej ezoteryki, osadzonym na absolutnie obcej nam planecie, choć z jakichś powodów, pełnej ludzi.

Nie poczułem się przez tą historię porwany od samego początku. Remender rozpoczyna historię raczej smętnie i sztampowo. Jeżeli już miałbym pisać listy pochwalne na jego cześć, to za komiks „Tokyo Ghost”, o którym może jeszcze kiedyś napiszę. W tym przypadku siła komiksu tkwi głównie w jego wizualnej stronie. Jerome Opeña wraz z kolorystą Mattem Hollingsworthem stworzyli coś, na co będę się gapił długimi godzinami. Może kiedyś wciągnę się w historię, może porwie mnie ta przygoda, ale teraz, po prostu popatrzę sobie na tą eksplozję dziwactw! Do patrzenia – cudo. Do czytania – mehhh…

Angry Birds Film

„The Angry Birds Movie” (2016) | Reżyseria: Clay Kaytis oraz Fergal Reilly

Najbardziej niepotrzebny film jaki w życiu widziałem. (Jeszcze bardziej niepotrzebny niż „Piksele”). Nawet nie potrafię tu dostrzec elementów rozrywkowych, te mogą trafić jedynie do bardzo młodej lub ignoranckiej widowni.

Generalnie wszystko sprowadza się do tego, że na jednej wyspie mieszkają ptaki, które znoszą jaja, a na drugiej świnie, które je jedzą. Świnie przypływają do ptaków, zabierają jaja. Ptaki biorę odwet w typowy, dla niewyszukanej gry mobilnej, którą wszyscy znamy, sposób. Tyle.DALEJ

Codzienność

Rano pomyślałem sobie: – Dzisiaj napiszę super wpis! Miałem przecież zakończyć tą bzdurną serię wpisów „nie na temat” i na całego zająć się popkulturą.

Siadam zatem do biurka. Kładę palce na klawiaturze. Muskam ją powoli. Marszczę czoło w skupieniu, próbując wykrzesać iskrę objawienia. Wodzę wzrokiem po pokoju. Odwracam się i spoglądam na naszą biblioteczkę. Mam nadzieję, że z grzbietów książek spłynie na mnie inspiracja. Oddycham ciężko. Nie, kurwa! Nic z tego nie będzie!DALEJ

Wirusowe zapalenie łączy #1

Tak sobie pomyślałem, że skoro przez mój czytnik RSS, Facebooka i jeszcze kilka kanałów, przewija się całkiem spora ilość ciekawej treści, to czemu się nią nie dzielić. W czasach kiedy jesteśmy zarzucani wiadomościami, coraz większą rolę odgrywa ich selekcja. Spróbuję raz w tygodniu komasować najciekawsze – moim zdaniem – artykuły, filmy i audio na które udało mi się natrafić. Pierwszą notkę w tym cyklu poświęcę rzeczom, które trochę zaległy na mojej liście. W kolejnych odsłonach, będę starał się być na bieżąco, od czasu do czasu jedynie przemycając jakiś archiwalny materiał, lub dwa.DALEJ

Amerykańska sielanka

„American Pastoral” (2016) | reż. Ewan McGregor

Póki co ten rok dostarcza dosyć zróżnicowanych filmowych emocji. Był, jeden, absolutny hit, ale trafił się i totalny paździerz! „Amerykańskiej sielance” mimo wszystko bliżej do tej drugiej kategorii. Zapraszam, do zapoznania się z moimi wrażeniami po seansie debiutu reżyserskiego Ewana McGregora.DALEJ

Paper Girls

Zerknąłem w swoje archiwum, by sprawdzić, kiedy ostatnio zapisałem w dzienniczku dobre słowo o jakimś komiksie. Było to pół roku temu. Myślę, że to dobra okazja by odświeżyć temat, a że w moje rączki wpadło sporo wyprzedażowych jedynek z Image, to będę miał co najmniej kilka powodów do uwiecznienia wrażeń z lektury nowych serii.DALEJ

A teraz… Zacznij jeszcze raz!

Oto fakt godny odnotowania. Po raz pierwszy od lat nie obejrzałem SuperBowl. Jeszcze przed half time show, postanowiłem pójść spać. Przez kilka ostatnich dni nie miałem weny do niczego. Nawet do zarwania nocy w celu uczestniczenia w amerykańskim święcie sportowej rozrywki… Z drugiej strony, chciałbym to odpuścić z premedytacją – jak coś, co nie jest mi potrzebne do szczęścia! ;)

Zmuszam się do wyciągnięcia z tej sytuacji wniosków. Zastanawiam się, jak bardzo lubimy mówić o rzeczach, które sprawiają nam przyjemność i jak rzadko mówimy, że jest nam źle. W sposób szczery i nieskrępowany. Nie chodzi tutaj o wymuszanie na kimś współczucia, albo oczekiwanie pomocy.

Po prostu wydaje mi się, że nie przystoi nam mówić: – Smutno mi, bo jest szaro za oknem. – Czuję się niedowartościowany, bo nikt nie wsparł mnie dobrym słowem. – Jestem nerwowy, bo mam zbyt wiele spraw na głowie. Ludzie źle odczytują takie słowa!

I nie chodzi mi tutaj, o relację typu, ja-autor (jakkolwiek szumnie to brzmi, sorry), Ty-czytelnik, ale o takie nieskrępowane wyrażanie pewnych emocji. Niezależnie, czy to publicznie, czy w sytuacjach w „cztery oczy”. Obawiam się, że w większości przypadków społeczeństwo odbiera to, jako użalanie się nad sobą. A ja naprawdę wierzę, że jedną ze składowych szczęścia, jest umiejętność dzielenia się swoim smutkiem.

Niech to będzie ostatni wpis, w tej ponurej serii ostatnich dni. Jutro zacznę jeszcze raz. Wrócę do popkulturalnych klimatów.

Trzeba było siedzieć cicho!

Przychodzą pierwsze poważne wątpliwości w tym roku. To dla mnie nic nowego, bo walczę z niskim poziomem wiary w siebie, swoje możliwości i rozsądne wybory, od bardzo dawna. Kiedy czuję, że nabieram rozpędu, nagle zaciąga się jakiś wewnętrzny hamulec.

W związku z tym robię sobie taką niezamierzoną przerwę od wszystkiego – za parę dni znów będę narzekał, że mam we wszystkim stos zaległości. Świat wokół mnie przerwy sobie nie robi. A ja, muszę złapać chwilę oddechu i pomyśleć o… Czymś. Patrząc na ten dziennik z perspektywy pięciu tygodni, stwierdzam, że trzeba było siedzieć cicho. Pójść na łatwiznę. Nie podejmować tematu!

Bullshit. Wcale, nie mam zamiaru się poddawać i iść na łatwiznę; będę pisał dalej, aż do grudnia, aż do wypełnienia noworocznego postanowienia. I dopiero po chwili dociera do mnie, że jednak bym sobie nie wybaczył, gdybym dalej siedział cicho.

Wstawaj wcześnie… (2/2)

Lubię spać, ale nie lubię spaniem marnować czasu. Kiedy śpię zbyt długo mam wyrzuty sumienia. Dziś spałem 4 godziny. W sam raz, by nie mieć wyrzutów sumienia. Zbyt mało by czuć się dobrze.

Obudził mnie pies – na 30 minut przed budzikiem. On nie ma wyrzutów sumienia – śpi cały dzień, po to by nie dać spać mi w nocy. Torturuje mnie piskliwym zawodzeniem. Poddaję się. Wstaję!

Po kilku minutach dochodzę do siebie. Stwierdzam, że lubię siedzieć po nocach i kłaść się spać o barbarzyńskich porach, ale chciałbym zmienić ten nawyk, bo świat i życie wygląda inaczej, kiedy wstaje się wcześnie!

Nie kładź się spać zbyt późno… (1/2)

Znów oszukuję system – zasypiam nad klawiaturą, ale to dobrze! Jutro muszę wstać wcześnie, chcę odjechać prawie 700 kilometrów, tam i z powrotem, muszę być w formie. (A w rzeczywistości, chciałbym nie zasypiać, oglądać, słuchać i czytać, chłonąć świat fantazji tak długo, aż popadłbym w szaleństwo).

Na kolejny seans filmowy, kolejny odcinek serialu, chwilę sam na sam z komiksem, czy chociażby krótką notatkę brakuje już sił. Pozostaje bełkot. Muszę to przebrnąć, byle nie pozostawić dziury niewypełnionej tekstem, bo cały misterny plan legnie w gruzach…

Dziewczyna ma kłopoty

The Girl Is In Trouble (2015) | reż. Julius Onah

Normalnie, pewnie bym tego filmu nie obejrzał, ale mój wzrok przykuło nazwisko reżysera. Julius Onah, po długometrażowym debiucie pt. „Dziewczyna ma kłopoty”, realizuje już nieco większy i ambitniejszy projekt jakim jest „Boska cząstka”, będąca częścią uniwersum „Cloverfield”. A że do „Boskiej cząstki” jeszcze prawie cały rok czekania, to pomyślałem, że warto sprawdzić, co tam ten młody i zdolny Nigeryjczyk, nakręcił…DALEJ

La La Land

(2016) | reż. Damien Chazelle

Proszę. Lecą i spóźnione wrażenia po seansie tegorocznego oscarowego pewniaka!

(Przy montażu i renderowaniu tegoż video po raz kolejny doświadczyłem problemów sprzętowych – komputer, który idealnie nadaje się do blogowania, jako studio vlogowe zdecydowanie już nie domaga. Smuteczek! Na szczęście przy „La La Land” za cały proces zabrałem się dzień wcześniej, żeby być gotowym do środowej publikacji). :)DALEJ

Baby Bump

(2015) | reż. Kuba Czekaj

Z filmem Kuby Czekaja mam dokładnie ten sam problem, co z produkcjami Nicolasa Windinga Refna – doceniam, i poniekąd zachwycam się formą, ale jakoś nie potrafię odnaleźć w tym treści, która by mnie zainteresowała i złapała za serce.

Niech to będzie najkrótsza notatka filmowa, jaką dotąd napisałem. „Baby Bumb” jest prowokacyjne, obrazoburcze, intrygujące, ale niestety również w wielu aspektach bardzo płytkie. Wizualnie natomiast, kolorowe, wyszukane i bardzo inspirujące.

W pierwszej kwestii totalnie nie trafia w mój gust, ale w drugiej dla odmiany, zachwyca absolutnie.

Przy okazji, udało mi się zasnąć, dosłownie, w trakcie pisania tej notatki! :P Well done! Brawo ja!

Między młotem a kowadłem

Złapałem sam siebie w pułapkę.

Jutro minie pierwszy miesiąc od momentu, w którym wystartowałem z tym wyzwaniem i dopadło mnie nagle pytanie, czy gdybym teraz postanowił kompletnie porzucić moją pasję do kina i telewizji, i zająłbym się na drugi etat np. programowaniem, to miałbym nadal o czym pisać? Ogarnia mnie małe przygnębienie, bo taki dziennik musiałby być cholernie nudny! (Napisałem to z takim wyrzutem, jakbym tworzył teraz niesamowicie zajmującą i wartościową treść). :PDALEJ

Mustang

(2015) | reż. Deniz Gamze Ergüven

Jeden z tych filmów, które po prostu trzeba obejrzeć – otwiera oczy na pewne sprawy. Nie wiem jak bardzo osobisty jest to obraz dla debiutującej Deniz Gamze Ergüven, ale nie da się ukryć, że pochodzenie reżyserki ma w tym przypadku kluczowe znaczenie. To zatrważający „coming of age movie”, w którym dorastające w kulturze islamu dziewczęta, reżyserka obrazuje w charakterystyczny dla „zachodniego” kina sposób.DALEJ

Zabójczyni

„Nie Yin Niang” (2015) | reż. Hsiao-hsien Hou

W przypadku kina artystycznego zawsze rodzi się w mojej głowie zarzut o przerost formy nad treścią – w przypadku „Zabójczyni” jak najbardziej zasadny. Zgadzam się, Złota Palma w Cannes dla Hsiao-hsien Hou za reżyserię, to nie przypadek, bo ta stoi na najwyższym światowym poziomie, ale już jako całokształt film jawi się w moich oczach jako nużąca i hermetyczna pozycja dla absolutnych filmowych geeków!DALEJ

Ugotowany

„Burnt” (2015) | reż. John Wells

Na świeżo po seansie byłem nawet całkiem łaskawy dla tego filmu – taka przyjemna historia, która porusza mało popularny w kinie, ale za to kompletnie wyeksploatowany w telewizji, temat, czyli miłość do gotowania. Jednak po chwili namysłu, stwierdzam, że film nie ma zbyt wiele widzowi do zaoferowania.

Rzucający wyzwiskami i talerzami, główny bohater, wzorowany najpewniej na postaci Gordona Ramsay’a, w gruncie rzeczy jest płaską i przewidywalną postacią; akcja zdaje się być mało atrakcyjna, a wątek kryminalny doczepiony na siłę i koniec końców mało istotny.DALEJ

Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie

„Rogue One: A Star Wars Story” (2016) | reż. Gareth Edwards

Wydaje się, że zrobienie takiego vloga, to banał. Ot, stajesz sobie przed obiektywem i gadasz, a potem magicznym kliknięciem publikujesz film w sieci.

Nic bardziej mylnego. Chociaż to kolejny vlog, który nagrałem bardzo spontanicznie, przekonałem się już, że to nie to samo, co napisanie trzech nieskładnych linijek tekstu. To naprawdę duże wyzwanie, które wpędza mnie w stan świadomej niekompetencji. Tym bardziej zacząłem szanować i podziwiać „ludzi YouTube’a“. (No dobrze, może nie wszystkich)!DALEJ

Brooklyn

(2015) | reż. John Crowley

Film Johna Crowley’a zafascynował emigracyjną tęsknotą za domem głównej bohaterki; jej złożonymi relacjami z siostrą i matką; i tym jak życie i priorytety młodego człowieka z biegiem czasu zmienia swój biegun!

To bardzo kameralna i czuła opowieść o młodej Irlandce, która szuka nowego startu w życiu w nowojorskim Brooklynie. Akcja w tym przypadku biegnie nieśpiesznie, a sama historia jest nader prosta, ale to właśnie największe atuty tej produkcji.DALEJ

Nie dzieje się nic (2/2)

Przed ogłoszeniem nominacji, myślałem że to będzie jednak bardzo nudny oscarowy rok i poza umiarkowanym dyktatem „La La Land” nic ciekawego nas nie czeka. Hegemonia filmu Damiena Chazelle’a się potwierdziła, i te 14 nominacji jest chyba małą niespodzianką. Spodziewałem się, że Akademicy będą spoglądać na ten film łaskawym okiem, ale żeby aż tak… Jednak wybory w co najmniej kilku kategoriach sprawiły, że ciśnienie mi skoczyło. Może będę oglądał rozdanie Oscarów z większymi emocjami niż się spodziewałem?!

Moim przewidywaniom, zresztą w wielu przypadkach podszytą wróżbiarstwem, poświęcę chyba oddzielną notatkę.

Nie dzieje się nic (1/2)

Ten dzień upłynął pod znakiem dwóch arcyważnych wiadomości:

Już za tydzień nie będę o tym pamiętał, a co dopiero za dziesięć lat. Czy to warte odnotowania? Czy naprawdę to wymaga wzmianki w dzienniku? Czemu nie?! Jako ciekawostka, która wypełniła mój internet w zwykły szary poniedziałek, w który kompletnie nic się nie wydarzyło…

Ad 1. „The Last Jedi”. Czy to o nim? Czy to o niej? A może o nich? mHmmm… ;)

Ad 2. „Zoolander 2” otrzymał aż 9 nominacji – muszę nadrobić. „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” próbuje dotrzymać tempa z 8 nominacjami – był słaby, ale bez przesady. Z kilkoma typami jednakże zgadzam się w całej rozciągłości – „Dzień Niepodległości” był naprawdę najgorszym sequelem w ubiegłym roku, a obecność Roberta De Niro wśród najgorszych aktorów, to dowód na jakie role się decyduje w ostatnich latach! Trzeba jednak pamiętać, że „Razzies”, podobnie jak „Oscars”, to nie wybór autentycznie najgorszych/najlepszych filmów, a raczej swego rodzaju plebiscyt na topki wśród najbardziej popularnych i lobbowanych tytułów w Hollywood.

Teraz czekam na ogłoszenie nominacji do Oscarów.

Chcę się odciąć

– Taka tragedia, ta katastrofa kolejowa w Indiach – mówi do mnie Mama.
– Mamo, nie czytam i nie oglądam ostatnio wiadomości. Na świecie dzieje się zbyt wiele złych rzeczy. Nie chcę sobie psuć nastroju. – odpowiadam.

Kilka godzin później, od kliknięcia do kliknięcia, docieram do granicy zgnilizny współczesnego świata. Czytam artykuł o 12-latce z amerykańskiego stanu Georgia, która przeprowadziła w internecie transmisję live z własnego samobójstwa. Pomimo iż rodzina usunęła owo nagranie, to kopie stały się viralem i śmigają sobie po sieci, pojawiając się również na najpopularniejszych portalach. Video jest już nieusuwalne. I naprawdę trzeba pisać artykuły i tłumaczyć ludziom gdzie leży ta gruba, jaskrawa i wyraźna jak skurwysyn granica przyzwoitości?!

Poważnie, chcę się odciąć!

A suicide streamed live exposes Facebook’s thin line between violence and public service

Pasażerowie

„Passengers” (2016) | reż. Morten Tyldum

Nie miałbym nic przeciwko „Pasażerom”, gdyby nie druga połowa filmu. Zresztą minął niespełna miesiąc od momentu, w którym skusiłem się na seans i wiele szczegółów mi uciekło. Serio! Źle ze mną. Coś tam było, o dramatycznej i desperackiej próbie uratowania kosmicznego Titanica, jakgdyby wszystko w Kosmosie było takie proste…DALEJ

Po prostu przyjaźń

(2016) | reż. Filip Zylber

Początkowo planowałem wszystkie obejrzane, w tym roku i w kinie, filmy recenzować we vlogach. Przyszło mi jednak szybko zweryfikować ten zamysł, bo nie nadążę… Poza tym nie wszystkie filmy zasługują na videorecenzje, a i zanim zabiorę się za nagrywanie, to istnieje prawdopodobieństwo, że zapomnę o czym były.

Do rzeczy. „Po prostu przyjaźń” nie przypadło mi jakoś wyjątkowo do gustu. Kino obyczajowe w Polsce ma się z roku na rok coraz lepiej i zaczynam do niego podchodzić z większą łaskawością, ale w tym przypadku ktoś mi mocno nadepnął na odcisk.DALEJ

Piotruś. Wyprawa do Nibylandii

„Pan” (2015) | reż. Joe Wright

Coraz częściej mam niebywale wysokie wymagania w stosunku do filmów skierowanych do najmłodszej widowni. Potem są szlochy i jęki, że bohaterowie płascy, że fabuła prosta, że chociaż wielka przygoda, to i tak nudy na pudy. I tak dalej.

Z jednej strony dobrze jest stawiać, jako widz, pieniądze na porządne filmy – im więcej chodzimy na te dobre i omijamy te złe, tym większe sygnały dotyczące kolejnych produkcji dajemy krawaciarzom z Hollywood. Wiadomo, jedynym czynnikiem napędzającym produkcję filmów, jest pieniądz.DALEJ