Komentarz do stanowiska Ministra Kultury nt. „Historii Roja”

Od kilku już lat staram się nie poruszać tematów, które w jakikolwiek dotykają przekonań politycznych. Kiedyś, to nawet lubiłem. Dzisiaj bliżej mi do totalnej apolityczności. Zaciekawiło mnie jednak ostatnie oświadczenie Ministra Kultury związane z najważniejszą krajową imprezą filmową. Widzę w tym stanowisku dość niebezpieczną postawę, której powinniśmy się wszyscy wystrzegać – niezależnie od poglądów.

Minister Gliński mówi:

Ze zdumieniem i rozczarowaniem przyjąłem informację o niedopuszczeniu filmu Jerzego Zalewskiego „Historia Roja” do konkursu w ramach 41. edycji Festiwalu Filmowego w Gdyni. […]

Film w mojej opinii nie tylko ważny społecznie, ale także artystycznie udany, z pewnością nie odstający od przeciętnego poziomu artystycznego filmów prezentowanych na gdyńskim festiwalu. O wadze filmu Zalewskiego świadczy też jego niewątpliwy sukces frekwencyjny. […]

Film, który dotyka tak ważnej dla współczesnej Polski i polskiej wspólnoty tematyki jak historia Żołnierzy Wyklętych  powinien mieć szansę wzięcia udziału w konkursowej konkurencji. […]

Pominięcie „Historii Roja” przez komisję festiwalu w Gdyni nie jest pozytywnym sygnałem dla polskiej kultury. W demokratycznym kraju nie powinno mieć miejsca blokowanie filmów przez komisje festiwalowe. Widzom festiwalu powinno przysługiwać prawo oceny filmu Jerzego Zalewskiego, jego wad i zalet.

Osobiście o „Historii Roja” wypowiadałem się dość krytycznie, gdyż nie jest to, jak Minister Kultury twierdzi, film artystycznie udany. Realizacja obrazu Jerzego Zalewskiego, jest – niestety – co najwyżej na poziomie średnich produkcji telewizyjnych. Chociaż nie widziałem wszystkich zgłoszonych do konkursu głównego filmów, to spokojnie mogę stwierdzić, że takie filmy jak „Kamper”, czy „Na granicy” są w porównaniu do rzeczonego dzieła o ligę wyżej. A przecież do konkursu załapały się również bardzo dobrze rokujące tytuły: „Sługi Boże”, „Ostatnia Rodzina” oraz „Wołyń”. Nawet jeżeli jest to film „ważny społecznie”, to jeszcze nie powód, by go kwalifikować do konkursu. O wadze filmu nie świadczy również frekwencja w kinie – jest to dowód na komercyjny sukces, który jest efektem sprawnego działania dystrybutora.

Żaden film nie musi dostawać szansy udziału w konkursie, ze względu na temat jaki podejmuje. Kapituła konkursowa ma swobodę w wyborze filmów i nieuwzględnienie jakiekolwiek tytułu nie jest równoznaczne z jego blokowaniem. To dwa zupełnie różne terminy. Podważanie decyzji festiwalowego jury i publiczne wplątywanie do tego ideologii i polityki przez samego ministra jest tutaj nie na miejscu. Wygląda to jak stanie na straży jedynego i słusznego nurtu, w czasach minionych.

Ocena przez widzów odbywa się w kinach, na DVD oraz w telewizji. Dopiero w drugim obiegu jest powszechnie weryfikowana przez masy. Nie potrzeba do tego gości festiwalu i krytków, którzy jak doskonale wiemy, nie znają się na filmach! Nie potrzeba też do tego stanowiska sąsiada, mamy, znajomych na fejsie, czy samego ministra.

Uważam, za bardzo niebezpieczne wydawanie takich oświadczeń. To budowanie podziału pomiędzy słusznym i niesłusznym, obozem prawych i zdegenrowanych! Tymczasem w kulturze takowy podział nie powinien obowiązywać. Niegodnym jest segregowanie utwórow ze względu na tematykę, albo ideologię, natomiast całkowicie zasadne dzielenie według formy, artystycznej wizji oraz poziomu realizacji.

Nawet jeżeli nie mam racji, w tym co napisałem powyżej, fakt, że „Historii Roja” nie ma w tym konkursie, nie jest powodem do wkładania kija w mrowisko i sugerowaniem, że to działania polityczne.

Stanowisko Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego ws. pominięcia „Historii Roja” na Festiwalu Filmowym w Gdyni

2 dni temu

Archiwum

Cześć! Mam na imię Maciej. Lubię popkulturę i minimalizm, ale ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej lubię pizzę. Zawodowo: DTPczę w międzynarodowym korpo. W wolnych chwilach: słucham, oglądam i czytam. Jak się totalnie nudzę – piszę bzdury. Jest mi supermiło, że odwiedzasz mojego bloga. :)