Cześć, mam na imię Maciek!

To nie awaria! Ta strona tak wygląda... 😛

Przywiązanie

Mój zapał i siły do pro­wa­dze­nia dzien­ni­ka słab­ną z każ­dym dniem. Może to dla­te­go, że teraz jest dobry czas na mil­cze­nie. Ilość nie­po­trzeb­ne­go i beł­ko­tli­we­go prze­ka­zu wokół nas jest gar­gan­tu­icz­na. Pożre nas wresz­cie ten infor­ma­cyj­ny potwór, bo urósł już do takich roz­mia­rów, że poko­nać go w żaden spo­sób nie moż­na. Można pró­bo­wać przed nim ucie­kać, co sta­ram się robić, acz­kol­wiek pod­da­ję pod wąt­pli­wość cel tej uciecz­ki.

Może nale­ża­ło­by prze­stać ucie­kać. Zacząć nic nie robić. Wtedy nie było­by roz­cza­ro­wań i nie­po­wo­dzeń. Można było­by usiąść i uschnąć. Od środ­ka. W bez­rad­no­ści jest coś pocią­ga­ją­ce­go – to „ciem­na stro­ny mocy”, któ­ra wcią­ga bez opa­mię­ta­nia. To czar, czy raczej klą­twa, rzu­co­na przed laty…

Uderzyło mnie jed­nak pew­ne prze­my­śle­nie. Otóż, mam na wycią­gnię­cie ręki cały świat, mnó­stwo wie­dzy, by móc uczy­nić moje życie cie­kaw­szym, bar­dziej prze­my­śla­nym, mądrzej­szym, po pro­stu lep­szym. Zamiast z tego korzy­stać, spę­dzam wol­ne chwi­le na oglą­da­niu obrzy­dli­wie boga­tych ludzi uda­ją­cych wymy­ślo­nych gości w obci­słych gaciach, robią­cych dziw­ne rze­czy, któ­re wła­ści­wie nicze­mu nie słu­żą… Po co?! W sen­sie, po co poświę­cam temu czas?!

Jedną z naj­faj­niej­szych rze­czy w filo­zo­fii mini­ma­li­zmu jest nie­przy­wią­zy­wa­nie się. Jest to wie­dza tajem­na i trud­na do zdo­by­cia, bo wyżej wymie­nio­ne demo­ny otu­ma­nia­ją nas bez­li­to­śnie. Przywiązać moż­na się do kolek­cji znacz­ków pocz­to­wych, ulu­bio­ne­go kubecz­ka, lub bez­na­dziej­nie głu­pie­go seria­lu. Przywiązać moż­na się też do łóż­ka w jakimś dzi­kim ero­tycz­nym akcie. Czasem, po pro­stu, przy­wią­zy­wa­nie się jest głu­pie.

Niechęć, do rze­czy któ­re robię, zro­dzi­ła się we mnie pod wpły­wem tego tren­du. Chyba zaczy­nam rozu­mieć, że moje wyobra­że­nia, zarów­no o samym pisa­niu, jak i tre­ści o któ­rej pisa­łem, były rzu­co­ną w por­cie kotwi­cą, głu­pim przy­wią­za­niem się do łóż­ka, w śmiesz­nych gaciach na dupie, z poczu­ciem zaże­no­wa­nia, że nic nie da się z tym zro­bić.

Ze stat­ku zacu­mo­wa­ne­go w por­cie, niby widać peł­ne morze, niby moż­na się­gnąć wzro­kiem po hory­zont, a jed­nak cumy spra­wia­ją, że rejs może być jedy­nie marze­niem. Podobnie jak potrze­ba odwią­za­nia się od łóż­ka.

Pewnie nie zaprze­sta­nę cał­ko­wi­cie kon­su­mo­wać popkul­tu­ry, i od cza­su do cza­su wró­cę zapi­sać tu jakieś bzdu­ry. Nie o to cho­dzi… Chodzi o rów­no­wa­gę i umie­jęt­ność nie­przy­wią­zy­wa­nia się zbyt­nio do mało istot­nych rze­czy!